Pan Dyrektor

Wysoki. Inni dla mnie nie istnieją. Czarne włosy, jasna cera. Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy pomyślałam Boże, jak można być tak pięknym. Ubrany w garnitur stał przy barze i rozmawiał z kolegą. W ogóle nie zwracał uwagi na flirtującą z nim barmankę. Gej, pomyślałam. Szkoda, taki piękny. Stałam ze znajomymi po drugiej stronie baru i zerkałam co chwilę na niego, już bardziej jak na dzieło sztuki, niż na mężczyznę. Bo przecież gej, musi być gejem. I w końcu zatrzymałam wzrok na nim o chwilę za długo. Spojrzał na mnie, a ja się zaczerwieniłam i spuściłam wzrok. Jezu. Nie jest gejem. Patrzył na mnie jak mężczyzna na kobietę. Na mnie, on się patrzył na mnie! Przestałam nadążać za rozmową znajomych z którymi tam przyszłam. Chłopak, który mi towarzyszył tego wieczoru nagle zaczął mi okazywać za dużo atencji. Idź sobie, idź sobie, daj mi już spokój. Zaczął mnie bardzo denerwować. Przeprosiłam wszystkich i wyszłam na dwór zapalić. Było bardzo zimno, a ja zostawiłam płaszcz w szatni. A w płaszczu zapalniczkę. Kiedy nerwowo szperałam w torebce ktoś podstawił mi pudełko zapałek pod nos. Potem okazało się, że on wcale nie palił, a zapałki pożyczył z baru, kiedy zobaczył mnie wychodzącą na zewnątrz. Był cudowny w łóżku, chodź wcale nie przekonałam się o tym tego wieczoru. Chodziliśmy na randki, trzymaliśmy się za ręce, przywoził mi naręcza tulipanów do domu i pojedyncze gerbery gdy umawialiśmy się na mieście. Pan dyrektor. Spóźniałam się do pracy, bo on koniecznie dziś musiał mnie zabrać na śniadanie do jego ukochanej kawiarni na Starej Pradze, bo fakt, że nie piłam jeszcze ich kawy, był- przecież- zbrodnią!. Przyjeżdżał do mnie w środku nocy, żeby chociaż móc się przy mnie obudzić. Kiedyś rzucił mimochodem, że przy moim wykształceniu i doświadczeniu w branży, do szczęścia brakuje mi tylko znajomości francuskiego. W weekend potrafił odebrać mój wiecznie dzwoniący służbowy telefon i w pięknych słowach opieprzyć rozmówcę za zawracanie mi głowy w sobotni wieczór. Pan dyrektor ze swoim own schedule, do którego czasami pasowałam, a czasami nie. Mówił Kochanie, tak będzie lepiej. I wiecie co? Faktycznie, było. Nie potrafiłam mu powiedzieć nie. To nie jest mężczyzna, któremu mówi się nie. W momentach otrzeźwienia docierało do mnie co on ze mną robi. W ostatni niedzielny wieczór, kiedy wyszłam z jego domu, wsiadłam do samochodu i jak w transie przejechałam może dwie przecznice. Zaparkowałam pod czyimś domem i popłakałam się. Tego wieczoru się żegnaliśmy, chodź ani on ani ja nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Nie był bardzo natrętny, po kilku dniach nie odbierania telefonów od niego, telefon po prostu zamilkł. To nie jest mężczyzna, który kiedykolwiek musiał walczyć o kobietę. Jest nas na tym świecie za dużo, a on jest na to jeszcze za młody. Wiem, że kiedyś go jeszcze spotkam, Warszawa jest taka mała. On wtedy powie mi cześć, a ja znowu zrobię się taka malutka. 
Został mi tylko ten cholerny francuski, który już opłaciłam i niedługo zaczynam zajęcia.

glaglagla 21.01.2012, 20:09

(...) jest w komentarzu pod twoim. po angielsku, przekład póki co nie istnieje, bo to byłaby kurewsko ciężka robota. może kiedyś spłynie na mnie wielki talent i determinacja i sama to zrobię ;)

glaglagla 21.01.2012, 00:47

fak, historia wieczoru

zaczytana 14.01.2012, 22:26

Uciekasz...tylko pytanie dlaczego i jak długo to potrwa? każdy chce być zakochany i szczęśliwy, ale uciekając nie daje sobie nawet możliwości na to...

immoral 13.01.2012, 08:28

i który zawsze Ci się będzie z nim kojarzył.

Brakuje mi takich mężczyzn...
odkąd jestem mężatką :)