Don't give me the stars
//18 lutego 2012, 00:52 . skomentuj (2)
Eh, jakie tu nudy. Kiedyś to się działo! Bujne życie erotyczne dawało mi materiały na całe mnóstwo notek. A teraz, panie, same smęty. Co poradzić, pracuję od rana do wieczora, w międzyczasie wpadam do szkoły bo zaczął mi się nowy semestr, a jak wracam wieczorem do domu, to ostatnie na co mam ochotę, to spraszanie do siebie kogokolwiek. W ostatni weekend stwierdziłam, że czas skończyć z zombie-look, bo to już niemodne, halloween też już się odbyło i należałoby coś ze sobą zrobić. Odwiedziłam solarium, kosmetyczkę, zrobiłam paznokcie, zabieg na buzię i... kazałam sobie założyć sztuczne rzęsy. I to był oto właśnie strzał w dziesiąteczkę. Dziewczyny z Warszawy- polecam, mam cudowną znajomą, która jest w tym absolutną specjalistką i robi cuda! No więc teraz jestem pięknym i trochę mniej bladym, trzepoczącym wachlarzem rzęs korporacyjnym szczurkiem. 

No ale wracamy do życia erotycznego, które niestety nie istnieje. Zaraz kończy się luty, a rok nadal nie otwarty. Najśmieszniejsze jest to, że jakiś czas temu w moim życiu pojawili się znów dwaj dawno nie widziani panowie, pan Piłkarz i Chłopiec ZPT, których Ci, którzy przebrnęli przez archiwum, mogą kojarzyć. No więc ja teraz regularnie co weekend sypiam z jednym z nich, na zmianę. Otóż dosłownie- sypiam. Przytulam się i zasypiam. Żadnego seksu, obaj chcą mi udowodnić, że to przecież nie chodzi o seks. Śmieszne, wygląda na to, że znów tylko mi chodzi o seks. Jest to bardzo przyjemne, budzę się w niedzielę przy przystojnym mężczyźnie, który pali się do tego, żeby zrobić mi śniadanko i uświadomić, że nawet po imprezie, na kacu, wyglądam świetnie (RZĘSY, heloł). Nie wiem co mam z nimi zrobić, nie mam czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Zaspokajają moje potrzeby czułości, których istnienia nie do końca byłam nawet świadoma, oraz, coś czuję, że niedługo któryś zdecyduje się zaspokoić również inne z moich potrzeb. 

Jutro widzę się z Piłkarzem i wybieramy się do klubu, w którym ma być ZPT. To będzie ciekawe.




//11 lutego 2012, 14:31 . skomentuj (2)
Nigdy już nie pokochać mężczyzny, który pochłania. Który powoduje, że myśli się jak on, mówi się jak on. Nigdy już nie pokochać mężczyzny, który śmieszy i rozczula. Ci, którzy przerażają, są chyba pewniejsi. Chyba im właśnie warto by było zaufać. Świetlicki

Potraktuj to jak kolejny projekt. Rozpisz sobie deadline'y w czarnym notesie i załatw to z klasą. Trafia w mój czuły punkt, bo to, co ja robię na co dzień, to jest właśnie project management. Tak właśnie zrobię, rozbiorę problem na czynniki pierwsze, będę delegować zadania, zrobię projekcje w excelu, a potem prezentację w power pointcie z dobrze wykonanego projektu dla wyższego managementu. Widownia będzie bić brawo, opadnie kurtyna, podziękuję suflerowi. 
Jak widać, nie spędzam weekendu poza Warszawą. Zamiast super luksusowego hotelu, spacerów nad morzem, poranków obok przystojnego mężczyzny mam leniwą sobotę, Lema i Mrożka, earl greya z cytryną. I niczego mi nie szkoda. Coraz lepiej mi z samą sobą, coraz bardziej siebie lubię. Nawet zdarza mi się wychodzić z pracy przed 18, co jest naprawdę ogromnym sukcesem. Wracam do domu tak wcześnie i zastanawiam się co ja mam z taką masą czasu zrobić? Leżę w wannie, nie odbieram telefonów, nie odpisuję na smsy wysłane po 20. Boże, ale fajnie. 



Nie wierzę w życie pozaradiowe
//1 lutego 2012, 17:48 . skomentuj (2)
Miga mi ten kursor przed nosem i miga, a ja tak naprawdę nie wiem, co chcę Wam powiedzieć. Zakończyłam dziś sesję na uczelni, z samymi prawie piątkami. Pojechałam do empiku uczcić to czymś wspaniałym. Nie wierzę w życie pozaradiowe mrugało do mnie z półki od dawna, więc poddałam się. Kocham Marka Niedźwieckiego, kocham go i chcę być jego żoną. Albo inaczej- jestem nim, ja jestem Markiem Niedźwieckim, z jego wątpliwościami, czy to już dziwactwo, czy jeszcze miła ekstrawagancja. Jestem tym właśnie. Kupiłam wino, kończę czytać tę książkę, słucham Trójki (oczywiście), zaraz to wino otworzę. Jeszcze jedno. Wyjeżdżam w następny weekend poza Warszawę i obawiam się, że wikłam się w jakiś dziwny układ z Pewnym Mężczyzną. Ale przecież ja jestem specjalistką od dziwnych układów, prawda? Piękny on jest, mądry. W łóżku trochę pierdoła, ale spróbujemy temu zaradzić. Lubię z nim spędzać czas. Trzy dni w fantastycznym hotelu, nad samym morzem. Planuję dużo dobrego jedzenia, dużo wina i rozmów z nim. Plus seks oczywiście, ale to nie jest na pierwszym planie tym razem. Miły dodatek. Dorastam?




//26 stycznia 2012, 22:11 . skomentuj (10)
Możesz wstawać o 6 rano, żeby pod prysznicem umyć włosy bananowym szamponem z Body Shopu. Wsmarować w buzię pierwszy przeciwzmarszczkowy krem, narysować wyćwiczoną ręką kreskę na powiece. Możesz zapinać na szyi ulubiony naszyjnik, a na ręku złoty zegarek. Przyjeżdżać do pracy na tyle wcześnie, żeby być przed szefem. Wychodzić ostatnia. Możesz wozić w bagażniku ciuchy na siłownię. I nawet jechać na tę siłownię. Biec na bieżni tak długo, aż zaczną Ci się trząść łydki. Możesz w samochodzie słuchać ebooków, albo kursu językowego. Dużo czytać. Możesz mieć mnóstwo znajomych i znać mnóstwo mężczyzn, którzy chcieliby być przy Tobie tej nocy. Piec ciasta na urodziny przyjaciółki. Poszerzać wiedzę o winach, a w weekendy chodzić na francuski. Możesz pić 1,5 litra wody dziennie i jeść dużo warzyw. Zaliczać egzaminy na same piątki i pamiętać o rodzinnych wydarzeniach. Możesz zasypiać w pachnącej pościeli i znać 4 obce języki. Wsiadać w samochód w sobotę rano tylko dlatego, że miałaś ochotę na morze zimą. Możesz robić najlepsze krewetki z patelni i karmić mężczyzn maczaną w sosie z tych krewetek bagietką. 
Możesz. Zostają tylko te momenty w nocy, kiedy budzisz się zlana potem z przerażającym poczuciem, że to nie ma żadnego sensu.



Pan Dyrektor
//13 stycznia 2012, 00:45 . skomentuj (4)
Wysoki. Inni dla mnie nie istnieją. Czarne włosy, jasna cera. Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy pomyślałam Boże, jak można być tak pięknym. Ubrany w garnitur stał przy barze i rozmawiał z kolegą. W ogóle nie zwracał uwagi na flirtującą z nim barmankę. Gej, pomyślałam. Szkoda, taki piękny. Stałam ze znajomymi po drugiej stronie baru i zerkałam co chwilę na niego, już bardziej jak na dzieło sztuki, niż na mężczyznę. Bo przecież gej, musi być gejem. I w końcu zatrzymałam wzrok na nim o chwilę za długo. Spojrzał na mnie, a ja się zaczerwieniłam i spuściłam wzrok. Jezu. Nie jest gejem. Patrzył na mnie jak mężczyzna na kobietę. Na mnie, on się patrzył na mnie! Przestałam nadążać za rozmową znajomych z którymi tam przyszłam. Chłopak, który mi towarzyszył tego wieczoru nagle zaczął mi okazywać za dużo atencji. Idź sobie, idź sobie, daj mi już spokój. Zaczął mnie bardzo denerwować. Przeprosiłam wszystkich i wyszłam na dwór zapalić. Było bardzo zimno, a ja zostawiłam płaszcz w szatni. A w płaszczu zapalniczkę. Kiedy nerwowo szperałam w torebce ktoś podstawił mi pudełko zapałek pod nos. Potem okazało się, że on wcale nie palił, a zapałki pożyczył z baru, kiedy zobaczył mnie wychodzącą na zewnątrz. Był cudowny w łóżku, chodź wcale nie przekonałam się o tym tego wieczoru. Chodziliśmy na randki, trzymaliśmy się za ręce, przywoził mi naręcza tulipanów do domu i pojedyncze gerbery gdy umawialiśmy się na mieście. Pan dyrektor. Spóźniałam się do pracy, bo on koniecznie dziś musiał mnie zabrać na śniadanie do jego ukochanej kawiarni na Starej Pradze, bo fakt, że nie piłam jeszcze ich kawy, był- przecież- zbrodnią!. Przyjeżdżał do mnie w środku nocy, żeby chociaż móc się przy mnie obudzić. Kiedyś rzucił mimochodem, że przy moim wykształceniu i doświadczeniu w branży, do szczęścia brakuje mi tylko znajomości francuskiego. W weekend potrafił odebrać mój wiecznie dzwoniący służbowy telefon i w pięknych słowach opieprzyć rozmówcę za zawracanie mi głowy w sobotni wieczór. Pan dyrektor ze swoim own schedule, do którego czasami pasowałam, a czasami nie. Mówił Kochanie, tak będzie lepiej. I wiecie co? Faktycznie, było. Nie potrafiłam mu powiedzieć nie. To nie jest mężczyzna, któremu mówi się nie. W momentach otrzeźwienia docierało do mnie co on ze mną robi. W ostatni niedzielny wieczór, kiedy wyszłam z jego domu, wsiadłam do samochodu i jak w transie przejechałam może dwie przecznice. Zaparkowałam pod czyimś domem i popłakałam się. Tego wieczoru się żegnaliśmy, chodź ani on ani ja nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Nie był bardzo natrętny, po kilku dniach nie odbierania telefonów od niego, telefon po prostu zamilkł. To nie jest mężczyzna, który kiedykolwiek musiał walczyć o kobietę. Jest nas na tym świecie za dużo, a on jest na to jeszcze za młody. Wiem, że kiedyś go jeszcze spotkam, Warszawa jest taka mała. On wtedy powie mi cześć, a ja znowu zrobię się taka malutka. 
Został mi tylko ten cholerny francuski, który już opłaciłam i niedługo zaczynam zajęcia.





<<



2008: maj; czerwiec; lipiec; sierpień; wrzesień; październik; listopad; grudzień;
2009: styczeń; luty; marzec; kwiecień; maj; czerwiec; lipiec; sierpień; wrzesień; październik; listopad; grudzień;
2011: styczeń; luty; marzec; kwiecień; maj; czerwiec; lipiec; sierpień; wrzesień; październik; listopad; grudzień;
2012: styczeń; luty;

Bonusik, czyli trzy słowa o czerwonej

Kobiety: Czuła; Savor; Suka; Magda; Choucas; Valvae; Pick up; Gla;

Czerwona zupka